piątek, 15 maja 2015

Hagane no kokoro



Tym razem krótkie Roy x Edward, jako iż od dłuższego czasu planowałam je napisać. Dedykowane mojemu Pułkownikowi. 

Oczywiście każda uwaga, prośba o opowiadanie, jakikolwiek odzew, nie zostaną zignorowane.


HAGANE NO KOKORO

Jestem pewny, że widziałeś więcej, niż niejeden człowiek. Każda Twoja najmniejsza myśl poprzecinana w najdrobniejszym miejscu przepełniona została goryczą dnia poprzedniego, czyż nie? Zupełnie jak świat pozbawiony skaz, obraz idealnego człowieka nie istnieje, a Ty, jako jeden z niewielu, którzy uświadomili to sobie zawczasu, umiałeś doskonale zagrać, że nie rozumiesz otaczającego Cię świata.  Udawałeś kogoś, kim nie jesteś, mimo zarzekania się, że błędy, które popełniamy, są jedynie częścią tej plugawej płaszczyzny. Chciałbym czasem Ci wierzyć. Chciałbym nie zwracać uwagi na to, że to Ty, jako właśnie ten jeden z niewielu, odebrałeś mi coś, nie dając mi niczego w zamian. Ludzie uważający Cię za bohatera widzieli wystarczająco. Mówili o swoich uczuciach, które Ty kwitowałeś jedynie tym, że przelałeś przez palce szkarłatne krople bezbronnych Ishvalskich ludzi, a mimo to… A mimo to doskonale wiesz, że Cię nie opuszczę, prawda?

-Ed, wstawaj.
 

Znajomy głos dobiegł moich uszu jak zwykle o tej samej godzinie każdego dnia. Sam niewiele myśląc podciągnąłem się na łokciach, głowę jeszcze na chwilę wtulając w poduszkę i nie pozwalając swoim oczom na przyzwyczajenie się do jaskrawego światła. Ty za to znowu, po raz kolejny mimo moich próśb, rozsunąłeś zasłony, jednak wydawało mi się, że ma to służyć tylko i wyłącznie zdenerwowaniu mojej skromnej osóbki.

-Edward, do cholery jasnej. Wstań, już jest po 9.


Po raz kolejny tego poranka w moich uszach rozniosła się Twoja stanowcza osobowość, jednak ja nie miałem zamiaru tak sobie z Tobą pogrywać. Zamiast tego ułożyłem się jeszcze wygodniej, dodatkowo rozciągając na sobie cieplutką kołdrę. Ach, nawet nie wiedziałeś, jak ciężko było mi wstawać, podczas gdy Ty już od dawna byłeś na nogach. Tyle razy powtarzałem Ci, żebyś budził mnie w bardziej przyjemny sposób, a zamiast tego, za każdym cholernym razem, wpuszczałeś do sypialni promienie słoneczne i uznawałeś,  że wystarczy już tej zabawy. Ja za to byłem zupełnie innego zdania. Oczekiwałem kawy, śniadania i „dzień dobry” z Twoich uśmiechniętych warg, jednak na co ja liczyłem, skoro praca naczelnika kraju była dla Ciebie ważniejsza? Już i tak wystarczająco poświęcałeś się, by ze mną spać w jednym łóżku, a co dopiero takie czułości! Myślałem, że to wszystko będzie jakoś inaczej, odkąd zamieszkaliśmy razem. Zastanawiałem się, czy przełamiemy w końcu tę okrutną barierę, a Ty staniesz się nieco pogodniejszy. I za każdym razem, kiedy było mi przykro z Twojego powodu, Ty jak gdyby nigdy nic w końcu robiłeś coś, co rozbijało tę twardą skorupę między nami. Pierwszy raz zapamiętam na zawsze… Wtedy wyjątkowo przyznałeś, że mnie potrzebujesz. Przeprosiłeś, a potem dodałeś, że miałem rację, że urosłem. Wiele to dla mnie znaczyło, Pułkowniku. Wiele.
Dłoń, która rozlała przyjemne ciepło na moim ramieniu, powoli przesunęła się wyżej, wplatając się w moje włosy i gładząc je chwilę, od czasu do czasu zahaczając o wrażliwą skórę na karku. Od razu lepiej, nie mógłbyś czasem bardziej się wysilić i od razu przejść do tak przyjemnej metody budzenia? Niemal automatycznie podniosłem się do siadu, kiedy Ty tymi swoimi wielkimi ramionami oplotłeś mnie, pozwalając mi się nacieszyć Twoją bliskością i zapachem. Chyba każdy czuł, że tak naprawdę nie jesteś taki zły. Ty po prostu chciałeś, by wszyscy Cię za takiego mieli. Wiesz, dla mnie było to w pewien sposób bezpieczniejsze. Przynajmniej miałem pewność, że nie wrócisz któregoś dnia i nie oznajmisz mi, że ktokolwiek próbował mi Cię odebrać. Nie pozwoliłbyś im na to, hm? Tak się składa, że ja w żadnym razie nie pozwoliłbym Ci na takie zagrywki. Przecież nie bez powodu kazałem Ci mówić mi o wszystkim, jeśli by Cię coś trapiło. Miałeś mi ufać, ale czy nadal to czujesz?
Sam bezwładnie otuliłem Cię wokół pasa, pozwalając sobie na splecenie palców zaraz nad Twoimi lędźwiami. Lubiłem słuchać Twojego regularnego oddechu, bicia serca i oddawać się za każdym razem w ramiona Twojego zapachu. Nie sądziłem, że może być coś piękniejszego niż Twoje perfumy starannie zmieszane z zapachem świeżo wyprasowanej koszuli, ale nawet ja nie potrafię opisać i wyjaśnić tego, co tak naprawdę siedzi w mojej głowie. Burknąłem tylko niewyraźnie, żebyś zrobił sobie dzień wolnego i posiedział ze mną, ale chyba nie powinienem tego proponować. Twój oddech umilkł na chwilę, by powrócić zaraz potem, ale już nie był taki spokojny jak wcześniej. Można sprawniej go opisać jako „harmoniczny, z elementami agresji i niezadowolenia z życia społecznego”, jednak nie zrobiłem tego na głos. 


-To chociaż spóźnij się trochę. 


Mruknąłem spokojnie, jednak stanowczo, unosząc na Ciebie wzrok. Tym razem nie karciłeś mnie za dziecinne pomysły, ani nie nazwałeś mnie niekompetentnym w sprawach dorosłych, więc już to uważałem za swój osobisty sukces. Zamiast zbędnych uwag nachyliłeś się nade mną lekko, zaraz jednak zanurzając nos w moich włosach. Zawsze dziwiłem się, dlaczego tak za nimi przepadasz. W odpowiedzi rzucałeś zwykle, że są piękne, nietypowe, a potem przeczesywałeś je palcami, z radością wzdychając. Wiesz, że byłeś pierwszą osobą, której pozwoliłem ich dotknąć? Pierwszą. Nawet Winry nie miała prawa się do nich zbliżać. Swoją drogą.. wiesz, że to już czwarty miesiąc, odkąd wzięła ślub z Alem? Nigdy nie spodziewałem się, że będą razem szczęśliwi, ale mam nadzieję, że również Ty życzysz im wszystkiego najlepszego, zwłaszcza, że to z Twojego powodu odrzuciłem jej względy. Weź za to odpowiedzialność, Pułkowniku.


-Myślisz, że pół godziny zadowoli Cię dostatecznie? 


Twoje pytanie wydało mi się absurdalne. Wolałem pół godziny, niż kilka godzin pozbawione całkowicie Twojej obecności. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jakie to było męczące, kiedy wychodziłeś, zostawiając mnie na pastwę losu i miłosierdzie Havoca. Doskonale wiedziałeś też, że niespecjalnie reflektowałem na towarzystwo Majora Armstronga, ale nawet pomimo moich zaleceń, ciągle stawiałeś mnie w podbramkowych sytuacjach, kwitując to jedynie  „wybacz, Ed, mam jeszcze kilka spraw do załatwienia”.
Moje uradowane w pełni „tak” zmusiło Cię do przesunięcia warg niżej, wprost na moje czoło, które obdarzyłeś krótkim, acz ciepłym pocałunkiem. To samo zrobiłeś z moimi skrońmi oraz policzkami i nosem. Wtedy też sam ułożyłem dłonie wyżej, prosto na Twoich obojczykach, żebyś przypadkiem sobie nie pomyślał, że wszystko to dzieje się wbrew mojej własnej opinii i ocenie sytuacji. Chciałem coś dodać od siebie, ale nie ukrywam, rzadko kiedy pozwalasz mi się popisać swoimi umiejętnościami. Nie jestem już dzieckiem, Pułkowniku. Umiem o siebie zadbać, nawet, jeśli myślisz, że dwadzieścia centymetrów różnicy we wzroście znaczy cokolwiek. Mylisz się. Dojrzałem, nawet jeśli nie mam dwóch metrów, a wciąż czubek mojej głowy ledwo dosięga Ci do obojczyka.
Wargi należały do mnie. Ten punkt Twojego ciała bóstwiłem całym sobą, zawsze idealnie gładkie, ze specyficznym smakiem, którego nie potrafiłem odtworzyć nawet w snach, które całkowicie poświęcałem Tobie. Nie potrafiłem, choć dokładnie pamiętałem ich kształt i strukturę.
Początkowo nie zajmowałem się niczym innym. Delikatne muśnięcie a’la „dzień dobry”, żebyś zaraz zaczął odważniej sobie ze mną poczynać. Nasze języki chyba nie potrafiły powstrzymać się przed rozpoczęciem wspólnego tańca, podczas gdy Ty zająłeś się zdejmowaniem górnej części pidżamy, którą i tak zabrałem z Twojej szafki. Zawsze lepiej zasypiało mi się w Twoich ubraniach, umiesz to wyjaśnić? Guziki kolejno puszczały więzy materiału, by zaraz pozwolić mu osunąć się wprost na moje ramiona i ukazać kilka widocznych jeszcze śladów ostatniej Twojej inwazji na moje ciało. Kto by pomyślał, że Ty, Roy Mustang, zdobędziesz nietykalną twierdzę Stalowego Alchemika?
Od tej chwili nie padły już żadne niepotrzebne słowa.  Zamiast tego sam począłem pozbywać się z Twojej klatki piersiowej koszuli, którą przed kilkoma minutami zapinałeś z zapartym tchem, żeby tylko nie przeoczyć żadnego guzika. Widzisz? Czasem Twoje starania i tak idą na marne, poddaj się mi w końcu, Pułkowniku.
Z tym samym wyrazem twarzy, kiedy patrzyłem na Ciebie pierwszy raz i powiedziałem Ci, że Cię kocham, teraz siedziałem, nie potrafiąc się Tobie oprzeć. Twoje dłonie zwinnie zsunęły się niżej, palce zatrzymując na gumce bokserek, które niestety już niefartownie i tak zsuwały mi się z tyłka, więc jedynie pomogłeś im, rzucając je koło łóżka na ziemię. Pchnąłeś mnie na plecy, zaraz nachylając się nade mną i napierając na moje krocze kolanem, nawet nie wiesz, jak mocno czułem się wtedy skrępowany. Całkowicie nagi, z Twoim uparcie wbitym we mnie wzrokiem, nie potrafiłem odgonić myśli, że kiedyś i tak to wszystko się skończy. Że w końcu będziesz musiał bardziej skupić się na obowiązkach niż na mnie, mimo to usilnie starałem się wierzyć, że tak się nie stanie, a Ty starannie pomagałeś mi tego dowieść. Znów uniosłem dłonie, otaczając Cię nimi i zmuszając do przylgnięcia do siebie naszych ciał. Sam czułem, że powoli temperatura Twojego ciała się zwiększa, ale nie zwracałem Ci na to uwagi. Skupiłem się za To na Twoich onyksowych tęczówkach i wargach, w które znów wkroczyłem z językiem, łagodnie i spokojnie obchodząc się z Twoimi plecami, choć i tak moje paznokcie odmawiały mi współpracy i raz po raz zanurzały się w Twojej miękkiej skórze. Nie czułem się pewnie, wiedząc, że jesteś jedynym, który jest jeszcze chociaż w połowie odziany, ale to i tak wkrótce by się zmieniło nawet i bez mojej pomocy, a co dopiero z rosnącą ochotą na robienie przyjemnych rzeczy.
Gardłowo zamruczałeś wprost do mojego ucha, nie pozwalając mi dłużej ukryć, co dzieje się pod osłoną Twojego ciała. Oderwałeś się od pocałunku, zaraz jednak schodząc na szyję i nie pozwoliwszy mi na wykonanie żadnego ruchu w kierunku przejęcia inicjatywy, powoli zsuwałeś się niżej. Od płatka ucha, przez mostek, brzuch i podbrzusze, zatrzymując się na pachwinach. Sprawnie ominąłeś moją męskość, którą jednak zaraz ująłeś między palce i zacząłeś się poruszać, sprawiając, że nie umiałem już dłużej powstrzymać odgłosów, uciekających spomiędzy moich na wpół zaciśniętych warg.


-Pu.. Pułkowniku.


Zdołałem jedynie z siebie wyrzucić, zaraz jednak rozchylając bardziej uda i prężąc się pod Tobą zupełnie niczym wzburzona tafla wodna puszczonym wolno kamieniem. Falowałem, drżałem i na zmianę zamierałem w bezruchu tylko po to, by zaraz ujrzeć kątem oka, jak wolną ręką powoli zsuwasz z siebie spodnie wraz z bielizną i pozwalasz im opaść mniej więcej do kolan. Więcej nie było nam trzeba, a kiedy już doszło do momentu, kiedy nie umiałem opanować wydawanych przeze mnie odgłosów, wsunąłeś między moje wargi dwa palce i gdy tylko nawilżyłeś je moją śliną, zabrałeś rękę, przełożyłeś sobie moje nogi, układając łydki na Twoich barkach i zsunąłeś się wprost na moje pośladki. Początkowo tylko jeden znalazł się we mnie, jednak z czasem i przyzwyczajeniem się do cudownego uczucia rozpychania, dołożyłeś drugi, zupełnie nieświadom tego, co właśnie działo się w moim wnętrzu. Już od samych Twoich palców byłem bliski, jednak na samo wyobrażenie późniejszych wydarzeń, zagryzłem wargę i przymknąłem oczy, marszcząc czoło. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że zapewne cieszysz się, iż pokazuję Ci, na ile jestem w stanie Ci pozwolić, ale z drugiej strony… nie czułbym się tak dobrze, gdybyś robił to tylko z jakichś chorych pobudek. 


-Ed, wchodzę. 


Burknąłeś cicho, ale wyraźnie zakłopotany tym, czy przypadkiem nie zrobisz mi krzywdy. Ostatnim razem nawet zwlekałeś i do ostatniej chwili zarzekałeś się, że nie dojdzie do niczego, ale ja zawsze jestem w stanie Cię przekonać. Obiecuję Ci, że następnym razem to ja przejmę inicjatywę i tym razem sam znajdziesz się na dole, oczywiście… chociaż nie, jestem pewien, że gdybym Cię o to zapytał, Ty wybuchnąłbyś donośnym śmiechem i przezwał mnie per dzieciak, ewentualnie marzyciel, a potem nakazałbyś mi iść i napić się mleka, skoro już chcę tak sobie z Tobą pogrywać. Jesteś okrutny, wiesz? Już tyle razy widziałeś, że nie przepadam za piciem wydzieliny z krowich wymion, a Ty i tak uparcie tkwiłeś przy swoim. „Pij mleko, będziesz wielki”, tak? Szkoda tylko, że nie wielkość fizyczna się liczy, a ta duchowa.


-Kocham Cię.


Odparłem Ci krótko jakby w odpowiedzi na Twoje poprzednie słowa i już po chwili poczułem napieranie Twojego penisa na moje wejście. Nadal nie umiałem powstrzymać łez, ale jestem pewny, że to nie były łzy bólu. Płakałem ze szczęścia. Spokojny i zwykle opanowany Płomienny Alchemik zdawał się teraz ujarzmiać swoje drugie ja, starał się je związać całymi pozostałymi siłami, jednak dzika i nieposkromiona natura Twojego pożądania brała górę w każdym możliwym tego słowa znaczeniu. Poruszałeś się szybko, zwinnie, odbierając mi resztki zdrowego rozsądku, a także chęci na jakiekolwiek ruszenie się z Twoich ramion. Teraz było mi zbyt dobrze… Zbyt cudownie.
W miarę z upływem czasy moje serce zdawało się przyśpieszać, aż w końcu całkowicie stanęło, nie pozwalając mi się poruszyć bardziej, niż pozwalały mi Twoje zamaszyste ruchy bioder, sam jedynie skrzyżowałem nogi w kostkach i puściłem ręce wolno na pościel, wypełniając pomieszczenie całą gamą przeróżnych dźwięków. Skupienie na Twojej twarzy zmieniło się w rumieńce i pojedyncze kropelki potu na czole, również spomiędzy Twoich warg uchodziły urywane „mmm” lub „och”, często kwitowane „Ed, ko… ko… kocham Cię.” Doskonale wiedziałem o tym, Pułkowniku. Nadal wiem.
W końcu przestałem liczyć sekundy, zapomniałem, jaki był dzień, zapomniałem, gdzie byliśmy. Liczyło się to, że moje wnętrze, które wciągało Cię z każdą kolejną chwilą coraz bardziej dawało mi sygnały, że zbliża się punkt krytyczny, jednak i o tym starałem się zapomnieć do momentu, kiedy nie wypełniłeś mnie sobą po raz ostatni i najgłębszy. Wtedy i ja osiągnąłem spełnienie i już chwilę po tym czułem, jak przytulasz mnie do siebie, starając się unormować oddech. Zawsze po udanym stosunku mówiłeś, że jesteś leniwy, dzwoniłeś do porucznik Hawkeye i prosiłeś, by Cię zastąpiła. Tym razem nie było inaczej i już po chwili wracałeś do mnie, brałeś na ręce, a potem niosłeś do wanny, gdzie braliśmy wspólną kąpiel. Doskonale wiedziałem, że mnie nie zostawisz, pomimo sprzeciwów i aktów dojrzałości z samego rana. Zawsze przegrywałeś. Ty, Roy Mustang, zawsze mi ulegałeś i nie pozwoliłeś zostać samemu po tym, jak Cię uwodziłem. Chociaż… może to Ty uwodziłeś mnie?
Chciałem w sumie Ci zawsze pokazać, że moje uczucia się do Ciebie nie zmieniły i raczej się nie zmienią.

Mam nadzieję, że kiedy czytasz to wszystko, wróciłeś już do domu i siedzisz w swoim ukochanym fotelu, delektując się fajką, którą niedawno przysłał Ci Falman z Briggs. Swoją drogą to już pół roku, odkąd wyjechałeś na misję pokojową do Ishvalu, współpracujesz ze Scarem, a za niedługo może nawet uda wam się połączyć nasze państwa w jedno. Trzymam mimo wszystko kciuki, choć tak bardzo chciałbym, był to ze mną był teraz i tutaj. Mam nadzieję, że czytając to, nie masz mi za złe, że starałem się uwiecznić minione chwile, tylko one mi zostały po Twoim wyjeździe.
I nic, poza Twoją koszulą, którą tego dnia zostawiłeś na fotelu.

Ed.

5 komentarzy:

  1. O boże *^* dobra pierwsza!!!
    Ja Cię po prostu wielbię, Twój styl pisania a to dopiero! No zakochałam się w tym opowiadaniu! Więcej takich a ja tego bloga poznam tak że będę znała każdy zakamarek na pamięć!
    Od dziś jestem Twoim fanem numer jeden... XD
    ~~Twój Mark

    OdpowiedzUsuń
  2. Miło mi to słyszeć, doprawdy. Twój Ryuuen czuje się zaszczycony. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne *^*
    Ja tu jestem nowa, weszłam na Twojego bloga przez przypadek, bo w ogóle nie znam tego paringu xD Ale coś mnie skusiło do przeczytanka, no i muszę przyznać, że niesamowicie oddałaś uczucia tej postaci (Edwarda, chyba) no i mi się to baaaardzo spodobało ^^
    Z pewnością jeszcze tu zajrzę :333

    Pozdrawiam,
    Mia

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekaj.... Nie rozumiem. To opowiadanie to jakby pisał Ed do Roya, czy tylko ta ostatnia część? Bo to ciekawe xD mina kogoś niepożądanego kto by to przeczytał - bezcenna xD jeszcze jakby wiedział że to porno o głowie kraju xD PLS XD ale fajnie bo seks :3 tak trzymaj xD ps: Kocham Roy x Ed *Q*

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, ja piszę zawsze w pierwszej osobie i tym razem narratorem był Edward. Dzięki. Im bardziej ważna osoba w kraju, tym większy skandal, więc lepszy materiał na opowiadanie.
    Też ich lubię. XD

    OdpowiedzUsuń