Dziękuję też za pierwsze komentarze, nawet nie wiecie, jak bardzo mnie one ucieszyły.
Nie będę przedłużać.
EGOIST
Kiedyś myślałem, że za odpowiednimi wyborami stoi Sybilla. Tak przynajmniej starałem się rozumować. Wyłamywanie się poza schemat uznane zostało powszechnie za objaw demoralizacji, choć Ty sprawnie omijałeś te zasady. Zawsze beztroski, pozbawiony obowiązków. Zupełnie inaczej postrzegałem Cię podczas akcji. Wtedy byłeś opanowany, zorganizowany, a ja patrzyłem na Ciebie z daleka, próbując zrozumieć, co ja w Tobie właściwie widzę. Nawet mimo tak długiego czasu spędzonego z Tobą, nie potrafiłem pozbierać wszystkich myśli, więc w końcu odrzuciłem je, sądząc, że mi przejdzie. Nic bardziej mylnego.
-Inspektorze Ginoza, jest pan pewien?
-Wpuśćcie mnie. Muszę zobaczyć Kougamiego.
Nie sądziłem, że kiedykolwiek uznam Cię za skończonego idiotę, jednak przyszło to na tyle szybko, że nawet sam nie zauważyłem, kiedy zacząłem właśnie tak Cię postrzegać. Biuro Bezpieczeństwa od zawsze stanowiło dla nas drugi dom, prawda, Kougami? Nawet kiedy wychodziliśmy po pracy razem, rano wracaliśmy tutaj pełni życia i chęci na nowe sprawy. I tym razem miało nie być inaczej, choć od początku czuliśmy, że jest coś nie tak. Zwykłe rutynowe kontrole, zwykłe sprawdzenie danych, a potem kolejne złożenie raportu w centrali. Tak miało być, jednak mimo wszelkich starań, mimo wszelkich prób…
-Nie powinieneś tutaj przychodzić, Gino.
Rzuciłeś od progu, kiedy tylko zauważyłeś, jak wchodzę do Twojej celi. Zawsze patrzyłeś na mnie z tym samym wyrazem twarzy, którego nie umiałem zdefiniować i wyjaśnić, czemu czułem się przy Tobie tak niepewnie. Zupełnie, jakbyś czytał mi w myślach, analizował, a potem kontratakował samym spojrzeniem. Chciałem Cię zrozumieć. Chciałem poprzeć Twoje motywy, ale tym razem… Tym razem to wszystko należało skończyć.
-Wiem. Mimo wszystko uznałem, że mamy kilka kwestii do wyjaśnienia. Po pierwsze.
Na te słowa, niewiele myśląc, podszedłem do Ciebie, uniosłem dłoń i zaraz wyładowałem wszelkie akty przemocy na Tobie. Nie mogłem sobie pozwolić, by barwa mojego Psycho Pass uległa zmianie, chyba rozumiesz? Ty, jak gdyby nigdy nic, odsunałeś się i usiadłeś na leżance, nawet nie unosząc już na mnie wzroku. Zawsze taki byłeś. Uciekałeś przed wyjaśnieniami, kryjąc się za swoim przypuszczeniem, broniłeś swoich racji. Byłeś silny, jednak i to nie wystarczyło, abym Cię uchronił przed losem Łowcy, ale mógłbyś choć raz spuścić gardę i mi zaufać. Do tego nigdy nie byłeś zdolny. Zawsze liczyły się Twoje zdania, robiłeś wszystko na własną rękę. Ufałeś bardziej Sasayamie, niż mnie i chyba to zabolało najbardziej. Myślałem, że byliśmy przyjaciółmi, Ty jednak ograniczałeś wspólne przebywanie do „idziemy do pracy” oraz „uczestniczymy w akcji”. Ciebie naprawdę ciężko było zrozumieć.
-Po drugie, wybacz. Nie mogę nic zrobić w tej sprawie. Nadal nie mamy nawet tropu osoby, która jest odpowiedzialna za zamordowanie Sasayamy. Przepraszam, Kougami. Starałem się, jak mogłem. Wiem, ile znaczy dla Ciebie złapanie tego sukinsyna, jednak Biuro jest teraz bezsilne. Nie możemy oprzeć dochodzenia na Twoich przypuszczeniach, a jedno zdjęcie nie pozwoli nam uchwycić mordercy. W dodatku…
W tym miejscu urwałem. Doskonale wiedziałem, że ten temat poruszony w Twojej obecności przyprawiał Cię o dreszcze i niepowstrzymane ataki. Wolałem Cię uspokajać, niż podnosić Ci ciśnienie, jednak właśnie w tej sprawie musiałem przyjść. Nie miałem wyboru. Zielona kontrolka przy drzwiach zapaliła się jaskrawym światłem, dając mi do zrozumienia, że mogę Cię teraz stąd wyciągnąć.
-Chodź, Kougami. Pokażę Ci Twój nowy pokój.
Szedłeś cicho, bacznie rozglądając się po każdym korytarzu, w który weszliśmy, liczyłeś każde piętro oraz szacowałeś. Nigdy nie sądziłem, że masz taką głowę do spamiętania tego wszystkiego, jednak próbowałem przyjąć to na klatę i zaufać Ci chociaż ten jeden raz. Chociaż… ja zawsze ufałem Ci bardziej, niż samemu sobie. Tego byłem pewien. Nawet nie zwróciłem uwagi, że zaufanie czasem przerodziło się w poleganie na Tobie, co z kolei zaowocowało nierozerwalną potrzebą posiadania Ciebie zawsze obok. Kiedyś uważałem, że to zabawne, jednak teraz już sam nie wiedziałem, co mam myśleć, żeby odpędzić od siebie wszystko to, co zostało nam odebrane.
Wkroczyłeś do pokoju zaraz za mną. Apartament niczym nie różniący się od tych w hotelach, w których niegdyś bywaliśmy, kiedy jeszcze byliśmy partnerami. Zawsze czułeś niechęć do przebywania w takich miejscach, mimo tego, że było to naszym obowiązkiem. Nie przykładałeś się do takich szczegółów. Mawiałeś, że ważniejsze jest rozwiązanie sprawy niż sposób, w jaki tego dokonamy, a ja ślepo szedłem za Tobą i Sasayamą. Zostawałem w tyle, patrzyłem na Ciebie z daleka. Niedostępny, twardy Kougami Shinya zdawał się z każdą chwilą jeszcze bardziej oddalać, uciekać z zasięgu moich rąk, które tak usilnie próbowały Cię dla siebie zatrzymać. Nie odwracałeś wzroku. Zawsze liczył się sukces, nie więzy, nie partnerstwo. Tak właśnie myślałem, do czasu. Nie chciałeś przywiązania, ale tylko i wyłącznie z moją osobą.
Usiadłeś na łóżku, chwilę rozglądając się po pomieszczeniu. Widocznie drażniło Cię wyposażenie, ograniczające się do kilku szafek, łazienki, kuchni i miejsca sypialnianego. Byłeś typem osoby, która potrzebowała radia, telewizji, ale starałeś się tego nie okazywać. Zgrywałeś bohatera, choć i tak bardzo dobrze wiedziałem, że mimo skorupy, którą przyodziałeś, za każdym razem kryła się w Tobie specyficzna delikatność. Chciałem ją posiąść, chciałem wiedzieć, że będzie dostępna tylko dla mnie, że w jakiś sposób będziesz mój, niezależnie od sytuacji. Wierzyłem, że właśnie taki dzień nadejdzie, jednak za każdym razem, każdym, pieprzonym razem Twoim jedynym priorytetem było odnalezienie mordercy Sasayamy. Dla Ciebie nie liczyło się nic innego.
Uśmiechnąłem się delikatnie, jednak zaraz przysłoniłem radość z tego, ze nie siedzisz w celi i sam oparłem się o framugę przyglądając się przez chwilę Twojej sylwetce. Wyciągnąłeś papierosa, dłuższy moment szukając zapalniczki w kieszeni kurtki, jednak doskonale wiedziałem, że skonfiskowali Ci ją od razu po zatrzymaniu, dlatego też zaraz rzuciłem Ci srebrne zippo. Doskonale wiedziałem, że będziesz jej potrzebował. Nałogowe palenie było chyba jedyną Twoją wadą. Śmiałem nawet uważać, że psuła Twój wizerunek, powinieneś nadać swojemu charakterowi nieco kontrastu. Kiedyś wyobrażałem sobie Ciebie jako oazę spokoju, szybko jednak zmieniłem zdanie, widząc Cię w sali ćwiczeń. Drony pokonane kilkoma uderzeniami padały na ziemię jak muchy, Ministerstwo Zarządzania Dobrami Materialnymi zawsze ścigało Cię za uszkadzanie ich, jednak Ty tylko śmiałeś się, mówiąc, że wina leży po stronie programistów, którzy powinni zważać na wszelkie okoliczności. Nie sądziłem, że to wszystko tak Cię zmieni. Nigdy nie chciałem widzieć Twojego upadku, ale mimo wszystko… starałem się być przy Tobie. Baśnie, które skończyły się bolesnym upadkiem o taflę złamanych marzeń, przecież nigdy nie powinny stanowić argumentu przeczącego systemowi, choć to właśnie on Cię pokonał.
-Dowiedziałeś się czegokolwiek? Kiedy będę mógł wrócić do pracy?
Spytałeś swoim typowym tonem głosu, nawet nie odwracając wzroku w moim kierunku. Skąd wiedziałem, że właśnie to pytanie zadasz? Skąd wiedziałem, że zapytasz właśnie o sprawę Sasayamy?! Skrzywiłem się na to lekko i poprawiłem zsuwające się mi z nasady nosa okulary, dłonie zaraz krzyżując na piersi.
-Nie szykuj się do prędkiego powrotu. Biuro poważnie zastanawia się, czy w ogóle powinieneś jeszcze pracować. Nawet rola Egzekutora może poważnie zakłócić Twój i tak wysoki już Psycho Pass. Dyrektor nie jest skłonny do przydzielenia Ci nowej roli. Póki co jesteś zdany na łaskę i musisz być cierpliwy. Ktoś ze skłonnościami do ataków agresji nie powinien uczestniczyć w żadnej misji związanej z bezpieczeństwem miasta, zdajesz sobie sprawę? Nie bez powodu Cię przyjęli oraz nie bez powodu zostałeś odsunięty.
-Nie obchodzi mnie opinia Biura Bezpieczeństwa. Najważniejsze powinno być znalezienie mordercy Sasayamy, który wciąż pozostaje na wolności.
Warknąłeś, zaciskając zęby. Twój głos zdawał się powoli przeradzać w rozpaczliwe łkanie, jednak zaraz powoli umilkło, pozwalając emocjom uciec bez pokazania ich w najmniejszym stopniu. Nie rozumiałem, dlaczego tak robisz. Przecież zarzekałeś się, że wszystko zawsze wykładasz na stół, że masz czystą kartę. W tym też mnie okłamałeś? Nie ufałeś mi? Zacisnąłem lekko pięść, starając się nie myśleć o tym, co cisnęło mi się na język. Twoje słowa przybiły mnie na tyle mocno, że już miałem podejść i po raz kolejny Cię uderzyć, jednak nie potrafiłem znaleźć w sobie siły. Zauważyłeś, że jest coś nie tak, prawda? To dlatego wtedy wstałeś i podszedłeś do mnie, patrząc na mnie z góry. Zawsze potrafiłem odróżnić, kiedy jesteś wściekły, a kiedy Twój umysł pozostaje czysty, niczym niezakłócony, ale teraz… wszystko, co wiedziałem o Tobie rozmyło się, zniknęło.
Zawsze byłem jedynym, który spoglądał za Tobą i nie pozwalał Ci uciec. Nawet pomimo skutków ubocznych pracy z Tobą, nie chciałem, byś mnie zostawiał. Bliski zaakceptowania Twojej obecnej sytuacji wstawiałem się za Tobą, chciałem być przy Tobie, Ty jednak odrzucałeś każdą pomoc z czyjejkolwiek strony. To nie było bohaterstwo, Kougami. Byłeś tchórzem, który nie potrafił zaufać komukolwiek poza sobą. Marzenie nazywane zrozumieniem odrzucałeś na każdy znany sposób, ale nie zauważałeś, że mimo najcięższej próby, masz przy sobie ludzi, którzy ślepo pognaliby za Tobą na koniec świata. Tak właśnie czułem to ja.
-Gino. Spójrz na mnie.
Subtelny i wyrafinowany ton wyciekł spomiędzy Twoich warg razem z dymem papierosowym. Jakbym na to nie patrzył, nawet on przestał mi przeszkadzać, stałem sztywno, usiłując choć raz zachować pozory jakiejkolwiek powagi. Ty za to złapałeś papierosa palcami lewej ręki, prawą zaś łapiąc za mój podbródek i unosząc moją twarz na tyle, byś widział dokładnie wszelkie wymalowane na niej emocje. Byłeś podłym szantażystą i manipulatorem, ale właśnie za to w pewien sposób Cię ceniłem. Byłeś zdolny osiągnąć cele, o których mówiłeś z zapartym tchem, kiedy ktokolwiek pytał cię, co zamierzasz jeszcze zrobić. Stałem i patrzyłem na to wszystko z boku, niepewnie zatrzymując wszelkie wspomnienia związane z Tobą. Do czasu. Za każdym razem to Sasayama był przy Tobie. On Cię słuchał, rozumiał, miał Twoje zaufanie i był dla Ciebie wsparciem. Czułem się jak egoista, kiedy po jego śmierci przez myśl przeszło mi, że pozbyłem się problemu, ale skarciłem się za to. Najważniejsze miało być Twoje dobro, które uciekło wraz z mordercą, którego ja nie byłem w stanie złapać.
-Jeśli powiesz mi teraz, żebym się nie martwił, to daruj sobie. Sam powiedziałeś, że jeśli ma się cel w życiu, to powinno się o niego walczyć, tak? Ja nie mogę walczyć. Nie u Twojego boku. Za każdym razem odsuwałeś mnie od siebie i mówiłeś, żebym wrzucił na luz, że to nic takiego. To mi nie pomagało, wiesz? Jedynie zrzucałeś z siebie ciężar angażowania innych w swoje problemy. Ja czułem się zupełnie na odwrót. Bolał mnie fakt, że nazywając mnie przyjacielem, nie zdradziłeś mi nic. Nie mówiłeś, nie pytałeś, po prostu byłeś. Ale Twoja obecność zawsze ograniczała się do wspólnej pracy. Odrzucałeś każde moje zaproszenie na obiad, piwo czy chociażby wspólne oglądanie meczu. Jeśli według Ciebie tak wygląda bycie przyjacielem, to ja już nie chcę żadnego. Ba, nie traktuj mnie jako zastępstwo Sasayamy, nie chcę nim być, rozumiesz, Kougami? Hej, czy Ty mnie w ogóle słuchasz?!
Nie zauważyłem, kiedy moje opanowanie zmieniło się w histeryczną panikę. Bałem się, że jeśli powiedziałbym Ci za dużo, zignorowałbyś moje poprzednie stwierdzenia. Ty zamiast tego otworzyłeś szerzej oczy, najwyraźniej porządkując każde moje pojedyncze słowo. Dopiero po chwili zorientowałem się, jak blisko mnie stoisz. Niemal słyszałem bicie Twojego serca, czułem oddech. Ale to nie miało znaczenia, skoro i tak nadszedł czas, by zakończyć tę abstrakcję. Musiałem pogodzić się z przegraną, choć tak bardzo chciałem tego uniknąć.
-Nie chcę Cię słuchać, Gino. Zbyt dużą wagę przywiązałeś do systemu, nie traktuj ludzi jak maszyny niezdolne do samodzielnego rozumowania. Nie Psycho Pass decyduje o tym, jaki człowiek naprawdę jest, wiesz o tym. Wiesz o tym i masz tego doskonały przykład. Zawierzasz przyszłość w rękach Sybilli, która skreśliła twojego ojca, odebrała Ci dzieciństwo i zmusiła do oglądania tych wszystkich makabrycznych scen. Jesteś prawym człowiekiem, to niezaprzeczalny fakt. Ja jestem przestępcą. Ale czy Sybilla decydowała o tym, że chciałeś mi pomóc? Podjąłeś się tego sam, Gino. Wiesz o tym. Dlatego nie ukrywaj się przede mną.
Każde Twoje słowo łamało mnie z większą siłą. Czułem, jak powoli docierasz do moich żył, tętnic, komórek i nerwów, a potem wpuszczasz w nie swoje własne zamienniki. Nawet jeśli starałem się przed Tobą bronić, nie pozwalałeś mi osłonić się dostatecznie, dosięgałeś mnie, by w końcu całkowicie przełamać moją linię obronną. Tylko tego w Tobie nienawidziłem. Byłeś zbyt doskonały. Zbyt…
Nie zarejestrowałem, co działo się potem. Chciałem Ci odpowiedzieć, lecz Twoje wargi stanowczo nie pozwoliły mi na żadne wytłumaczenie. Przylgnąłeś do mnie, przypierając mnie do ściany, a ja nie miałem już siły Cię odepchnąć. Skąd wiedziałeś, że właśnie to było tym, czego pragnąłem? Na tym podłożu też mnie przejrzałeś? Byłeś ukrytym przestępcą, wiedziałem o tym doskonale, a mimo to nie potrafiłem wyzbyć się wspomnień o Tobie, choć tak bardzo chciałem, by właśnie tak się stało. Każdy szept, każdy dotyk przyjmowałem całościowo, dając również do zrozumienia, że nie musisz się o nic martwić. W końcu nie śmiałbym Cię zostawić.
Od tamtego czasu spotykaliśmy się zawsze. Za każdym razem kończyło się na zaspokajaniu własnych pragnień, dawałeś mi tyle Ciebie, ile tylko zechciałem. Przełamanie bariery, którą dawno uznałem za straconą, okazało się znacznie prostsze, choć wystarczyło jedynie pozwolić się ponieść. To pozwoliło mi zrozumieć, czemu nie powinienem wtedy ocenić Cię na podstawie wyroku Sybilli. Byłeś właśnie taki, jakim wyobrażałem sobie Ciebie sprzed tego felernego dnia. Delikatny, czuły, uprzejmy. Kougami Shinya, którego właśnie wtedy pokochałem na nowo.

Znów pierwsza!
OdpowiedzUsuńNie wiem czemu ale w czasie czytania się popłakałam, Ty tak pięknie opisujesz uczucia że to magia. No czarna magia!
To jest piękne, i nawet nie wiem co powiedzieć. Opisy są idealne a całość wspaniała.
~~Twój Mark
Mru. <3
UsuńPrzyszłam tu, jestem, a teraz nie wyjdę xD
OdpowiedzUsuńPo raz pierwszy czytam coś z tego pairingu i jestem szczęśliwa *-*
Dziewczyno...Trafiłaś w mój gust...
Sceny, mimo że skupiają się niemal na opisach, wciągają i dozgonnie wzruszają. Świetnie oddałaś ich charaktery, a lekko zdeformowany charakter Ginozy tylko oddaje efekt. Świetne, czułe, miłe, wzruszające i naprawdę wielkie wow.
Piszesz świetnie i oby tak dalej, w dodatku zdobywasz nową czytelniczkę :3 Dodaje do obserwowanych i żądam więcej Psycho Pass! <2
Hah, z tego samego powodu napisałam tego shota. Miałam niedosyt Kougamiego i Ginozy, a w najbliższym czasie planuję kontynuację.
UsuńNaprawdę miło mi czytać takie komentarze, dziękuję.
Aaaa, uwielbiam ich. I czekam na więcej. ♥
OdpowiedzUsuńDla Ciebie zawsze będzie więcej. ♥
UsuńZaskakująco dobrze napisane. Dobrze. Na prawdę. Brakowało mi trochę charakterku Kougamiego. Ale też nie było najgorzej. I ja się pytam - czemu ominęłaś scenę seksu? Ona ważna była >-< bo więcej uczuciów można było jeszcze wpleść! I koniec był taki... Nieskończony? Rozumiem to że mamy wszystko z perspektywy Ginozy, ale brakowało mi oceny sytuacji ze strony Kou. Może wyszło by lepiej gdyby kilka słów zostało dopowiedzianych. Długość przyzwoita. I coś takie wrażenie mam że mało opisów. Ale nie przejmuj się bo to zboczenie zawodowe, ja czasem natykam się na ff gdzie na kilka stron mamy opis domu... Więc, źle nie było. Jednak pracuj, bo brakowało mi... Klimatu? Stylu. Sorki, nie wiem, okej podobało mi się, ale czegoś brakowało (to ten seks, mam niedosyt). Pisz dalej, bo czekam na więcej:3 może z Makisiem też coś stworzysz? AM (ta od wiga) pozdrawiam ;3
OdpowiedzUsuńKochanie, nadrobię! Właśnie skończyłam to z dedykacją dla Ciebie, więc spokojnie. C:
Usuń