Tym razem nie yaoi, nie shounen ai, a wspomnienia związane z uczuciami oparte na SasuNaru.
C.H.A.O.S.M.Y.T.H.
Bóg nie
pozostawia sprawiedliwości. Nawet czując wszystko, co związane
zostało z ludzką moralnością i zgodnością z wolną wolą, wciąż
pozostawaliśmy zamknięci w stworzonej przez grzech próżni bez
możliwości wyjścia i wyzbycia się przyziemnych pragnień.
Cielesność i dusza nierozerwalnie tworzące barierę ochronną
przed ideałem skupiły się w rdzeniu rzeczywistości, unikając
jakichkolwiek elementów spójnych z prawdą i domniemaniem.
Przeciwności losu, tragikomedia istnień. Jak każdy posiadaliśmy
dwie odmienne struktury, stanowiące wagę człowieczeństwa
przesiąkniętego odrzuceniem, zarówno Ty jak i ja, zdani na własną
rękę, bez wsparcia ze strony innych. Wyrzekliśmy się prawd
elementarnych, choć podążaliśmy zupełnie innymi ścieżkami,
które otwarcie mogę nazwać marzeniami nieosiągalnymi dla
ludzkiego oka. Ja, pragnący jedynie zrozumienia i akceptacji,
starałem się wyciągnąć rękę w kierunku Ciebie, chcącego
jedynie pomścić poległe ideologie i bliskość. Starając się
połączyć obie wersje wydarzeń sprawiliśmy, że nawet omijając
sprawnie stworzone przez innych barykady, powoli zamykaliśmy się na
siebie, utwierdzając się w przekonaniu, że mimo upadku, znajdzie
się osoba, która nas wesprze. A przynajmniej ja byłem osobą,
która tak myślała. Ty, wciąż twardo trzymając się swoich
pragnień, nie pozwalałeś mi się zbliżyć, od czasu do czasu
odtrącając mnie nawet w najmniej oczekiwanych momentach. Byliśmy
jak dwie krople wody z tego samego źródła, jak płomień, który
swoimi językami oblepiał ciemność, pozwalając dostrzec
niezauważalne. Byliśmy jak skała, której nie potrafił złamać
nikt, poza nami samymi. I nawet teraz, kiedy patrzę w przyszłość,
widzę nas tak samo jak dawniej. Tak samo zaciętych, tak samo
ograniczonych jedynie wyimaginowanym murem i choć starałem się ze
wszelkich sił wyciągnąć do Ciebie rękę, zdecydowałeś się
działać sam. Co się zmieniło? Czy nawet odtrącając wzajemnie
oddziałujące na siebie wspomnienia, jesteś w stanie wytłumaczyć,
ile przeoczyliśmy, Sasuke?
Idąc tym tropem
nie zyskaliśmy tego, czego szukaliśmy. Wielokrotnie odrzucaliśmy
najbardziej korzystne układy, nawet wiedząc, że „słuszne” nie
zawsze oznacza „bezinteresowne”. Ty byłeś niczym oddalający
się na horyzoncie skrawek światła podczas zachodu, a ja opisać
mogłem samego siebie jako wędrowca, który właśnie Ciebie
poszukiwał. Za każdym razem znikałeś z tym samym uśmiechem,
nawet w snach mówiąc, że kiedyś wrócisz, gdy już wszystko
poukładasz według własnego planu. Sam jednak wiedziałeś, że
słowa proste nie miały oparcia w tym, co nazywaliśmy „wolą
ognia”. I może właśnie to pozwalało Ci iść dalej, choć
wszystko wskazywało na porażkę. Zawsze podziwiałem Ciebie, a Ty
nie dostrzegałeś, że byłem ślepo zapatrzony w młodego Uchihę,
który tak samo jak ja, nie miał już na tym świecie nikogo.
Pozornie
nieszczęśliwy w szczęściu innych. Delikatnie zaślepiony chęcią
pozyskania nieśmiertelności na wypadek zapomnienia przez
społeczeństwo. Tylko dlaczego żaden z nas nie dostrzegł, że
największe niebezpieczeństwo nie leży po drugiej stronie
otaczającego nas muru? Sami byliśmy zagrożeniem, które
stwarzaliśmy raz po raz zanurzając się w chęci ucieczki od tego,
co najbardziej dotykało nasze wspomnienia, imiona, ledwie znane
twarze i ci, których nie potrafiliśmy wyrzucić z pamięci. Krew,
która stykała się ze łzami, już na zawsze zastygła w
uszczerbionych warstwach losu, choć zdawać się mogło, że to, co
dawno minione, już nie wraca, lecz przesądy, które obieraliśmy za
pewnik, właśnie strącały nas na samo dno. Czy kiedykolwiek
szczerze przyznałeś się przed samym sobą, kim jesteś? Ile
znaczyło dla Ciebie to, że byliśmy zawsze razem, pomimo dzielącego
nas dystansu? Miłość i jednoczące się z nią tęsknota i pogoń
za przeszłością już na zawsze obrały kierunek mojej wędrówki,
pozwalając mi wierzyć, że jeszcze się spotkamy, zupełnie jak
tego dnia, kiedy szepcząc mi na ucho, że jedynym, co nas ogranicza,
są nasze lęki, sam uświadomiłem sobie, jak bliski mi jesteś.
Nawet teraz, kiedy samotnie przemierzam wioskę w poszukiwaniu
utraconego wspomnienia, przypominam sobie, jak cudowny był czas
spędzony z Tobą. W przyjaźni i pokoju nie mogę doszukać się
odpowiedniego znaczenia, więc kiedy sięgam niżej, znajduję
jedynie w odpowiedzi maleńki znak, że nadal, mimo wszystko, mimo
Twojego odejścia…
Piekący ból
pochodzący z klatki piersiowej nie stanowi już ograniczenia. Było,
minęło, prawda? Choć dalej wierzę ślepo w to, że wrócisz,
ciężko przypomnieć sobie, jak szybko oddychaliśmy, jak
nieprzytomnie czerpaliśmy ze swojej bliskości. Ile dawaliśmy sobie
ciepła, wzajemnie zaspokajając swoje pragnienia o byciu zauważonym.
Naszą tajemnicę, naszą zależność od siebie… czy wszystko
nadal pamiętasz? Czy wiesz, jak bardzo czekam na to, by znowu
zanurzyć się w Twoim głosie i biciu serca? Ty. I nikt więcej.
Nikt nie otwierał mi serca na uczucia bardziej, niż Twoje
spojrzenie i bliskość.
Patrz, Sasuke.
Nawet teraz, kiedy stoimy pod tym samym niebem…
Nie wspominam już
nic więcej, patrząc na to wszystko z perspektywy osoby trzeciej,
jedynie czekając, aż złożę kwiaty w miejscu, gdzie leżysz.
Dobranoc, Sasuke.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz