czwartek, 4 czerwca 2015

C.h.a.o.s.m.y.t.h.







Tym razem nie yaoi, nie shounen ai, a wspomnienia związane z uczuciami oparte na SasuNaru.  

C.H.A.O.S.M.Y.T.H.


Bóg nie pozostawia sprawiedliwości. Nawet czując wszystko, co związane zostało z ludzką moralnością i zgodnością z wolną wolą, wciąż pozostawaliśmy zamknięci w stworzonej przez grzech próżni bez możliwości wyjścia i wyzbycia się przyziemnych pragnień. Cielesność i dusza nierozerwalnie tworzące barierę ochronną przed ideałem skupiły się w rdzeniu rzeczywistości, unikając jakichkolwiek elementów spójnych z prawdą i domniemaniem. Przeciwności losu, tragikomedia istnień. Jak każdy posiadaliśmy dwie odmienne struktury, stanowiące wagę człowieczeństwa przesiąkniętego odrzuceniem, zarówno Ty jak i ja, zdani na własną rękę, bez wsparcia ze strony innych. Wyrzekliśmy się prawd elementarnych, choć podążaliśmy zupełnie innymi ścieżkami, które otwarcie mogę nazwać marzeniami nieosiągalnymi dla ludzkiego oka. Ja, pragnący jedynie zrozumienia i akceptacji, starałem się wyciągnąć rękę w kierunku Ciebie, chcącego jedynie pomścić poległe ideologie i bliskość. Starając się połączyć obie wersje wydarzeń sprawiliśmy, że nawet omijając sprawnie stworzone przez innych barykady, powoli zamykaliśmy się na siebie, utwierdzając się w przekonaniu, że mimo upadku, znajdzie się osoba, która nas wesprze. A przynajmniej ja byłem osobą, która tak myślała. Ty, wciąż twardo trzymając się swoich pragnień, nie pozwalałeś mi się zbliżyć, od czasu do czasu odtrącając mnie nawet w najmniej oczekiwanych momentach. Byliśmy jak dwie krople wody z tego samego źródła, jak płomień, który swoimi językami oblepiał ciemność, pozwalając dostrzec niezauważalne. Byliśmy jak skała, której nie potrafił złamać nikt, poza nami samymi. I nawet teraz, kiedy patrzę w przyszłość, widzę nas tak samo jak dawniej. Tak samo zaciętych, tak samo ograniczonych jedynie wyimaginowanym murem i choć starałem się ze wszelkich sił wyciągnąć do Ciebie rękę, zdecydowałeś się działać sam. Co się zmieniło? Czy nawet odtrącając wzajemnie oddziałujące na siebie wspomnienia, jesteś w stanie wytłumaczyć, ile przeoczyliśmy, Sasuke?
Idąc tym tropem nie zyskaliśmy tego, czego szukaliśmy. Wielokrotnie odrzucaliśmy najbardziej korzystne układy, nawet wiedząc, że „słuszne” nie zawsze oznacza „bezinteresowne”. Ty byłeś niczym oddalający się na horyzoncie skrawek światła podczas zachodu, a ja opisać mogłem samego siebie jako wędrowca, który właśnie Ciebie poszukiwał. Za każdym razem znikałeś z tym samym uśmiechem, nawet w snach mówiąc, że kiedyś wrócisz, gdy już wszystko poukładasz według własnego planu. Sam jednak wiedziałeś, że słowa proste nie miały oparcia w tym, co nazywaliśmy „wolą ognia”. I może właśnie to pozwalało Ci iść dalej, choć wszystko wskazywało na porażkę. Zawsze podziwiałem Ciebie, a Ty nie dostrzegałeś, że byłem ślepo zapatrzony w młodego Uchihę, który tak samo jak ja, nie miał już na tym świecie nikogo.
Pozornie nieszczęśliwy w szczęściu innych. Delikatnie zaślepiony chęcią pozyskania nieśmiertelności na wypadek zapomnienia przez społeczeństwo. Tylko dlaczego żaden z nas nie dostrzegł, że największe niebezpieczeństwo nie leży po drugiej stronie otaczającego nas muru? Sami byliśmy zagrożeniem, które stwarzaliśmy raz po raz zanurzając się w chęci ucieczki od tego, co najbardziej dotykało nasze wspomnienia, imiona, ledwie znane twarze i ci, których nie potrafiliśmy wyrzucić z pamięci. Krew, która stykała się ze łzami, już na zawsze zastygła w uszczerbionych warstwach losu, choć zdawać się mogło, że to, co dawno minione, już nie wraca, lecz przesądy, które obieraliśmy za pewnik, właśnie strącały nas na samo dno. Czy kiedykolwiek szczerze przyznałeś się przed samym sobą, kim jesteś? Ile znaczyło dla Ciebie to, że byliśmy zawsze razem, pomimo dzielącego nas dystansu? Miłość i jednoczące się z nią tęsknota i pogoń za przeszłością już na zawsze obrały kierunek mojej wędrówki, pozwalając mi wierzyć, że jeszcze się spotkamy, zupełnie jak tego dnia, kiedy szepcząc mi na ucho, że jedynym, co nas ogranicza, są nasze lęki, sam uświadomiłem sobie, jak bliski mi jesteś. Nawet teraz, kiedy samotnie przemierzam wioskę w poszukiwaniu utraconego wspomnienia, przypominam sobie, jak cudowny był czas spędzony z Tobą. W przyjaźni i pokoju nie mogę doszukać się odpowiedniego znaczenia, więc kiedy sięgam niżej, znajduję jedynie w odpowiedzi maleńki znak, że nadal, mimo wszystko, mimo Twojego odejścia…
Piekący ból pochodzący z klatki piersiowej nie stanowi już ograniczenia. Było, minęło, prawda? Choć dalej wierzę ślepo w to, że wrócisz, ciężko przypomnieć sobie, jak szybko oddychaliśmy, jak nieprzytomnie czerpaliśmy ze swojej bliskości. Ile dawaliśmy sobie ciepła, wzajemnie zaspokajając swoje pragnienia o byciu zauważonym. Naszą tajemnicę, naszą zależność od siebie… czy wszystko nadal pamiętasz? Czy wiesz, jak bardzo czekam na to, by znowu zanurzyć się w Twoim głosie i biciu serca? Ty. I nikt więcej. Nikt nie otwierał mi serca na uczucia bardziej, niż Twoje spojrzenie i bliskość.
Patrz, Sasuke. Nawet teraz, kiedy stoimy pod tym samym niebem…
Nie wspominam już nic więcej, patrząc na to wszystko z perspektywy osoby trzeciej, jedynie czekając, aż złożę kwiaty w miejscu, gdzie leżysz.
Dobranoc, Sasuke.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz